Ekstraklasa piłkarska - Pogoń - Bruk-Bet 2:0

Pogoń Szczecin zrobiła kolejny duży krok w walce u utrzymanie się w piłkarskiej ekstraklasie. Po raz drugi w ciągu miesiąca pokonała Bruk-Bet Termalikę. Tym razem 2:0. Sytuacja gości z Niecieczy staje się coraz trudniejsza.

Miesiąc wcześniej te same zespoły spotkały się w Niecieczy. Wówczas portowcy wygrali 4:2, a za przynajmniej dwa gole sporą winę poniósł Jan Mucha. Słowacki bramkarz stracił miejsce w wyjściowej jedenastce, a jego zmiennik Dariusz Trela spisuje się znacznie lepiej.

W Szczecinie od początku miał sporo pracy. Jednak pierwszy celny strzał oddali goście, gdy po rzucie rożnym główką uderzał kapitan Bruk-Betu Mateusz Kupczyk. Strzał był lekki i Łukasz Załuska pewnie chwycił. Pięć minut później kopią tej akcji pod drugą bramką popisali się Tomasz Hołota i Trela. Za chwilę Roman Gergel ponownie sprawdził formę Załuski.

W 22. minucie najlepszą sytuację w pierwszej części zmarnował Adam Frączczak, który mając przed sobą tylko Trelę uderzył zza pola karnego obok słupka. Osiem minut później Adam Buksa główkował na bramkę Treli z piątego metra, ale na tyle lekko, że bramkarz Słoni zdołał przenieś piłkę nad poprzeczkę.

Tuż po przerwie gospodarze w ciągu pięciu minut ustawili sobie spotkanie. Najpierw w 51. minucie objęli prowadzenie. Akcję prawym skrzydłem rozpoczął Spas Delew, który podał prostopadle do Kamila Drygasa, a centrę tego drugiego uderzeniem głową na swoją premierową bramkę w barwach Pogoni zamienił Adam Buksa.

Chwilę później było już 2:0 i ponownie akcja poszła prawą stroną. Tym razem centrował Cornel Rapa, a Buksa znów główkował do siatki.

To sprawiło, że próbująca zaatakować drużyna gości odkryła się w defensywie, co mogło skutkować jeszcze kilkoma bramkami dla Pogoni, ale napastnicy hurtowo marnowali dogodne sytuacje. Brylowali wprowadzeni na boisko Łukasz Zwoliński i Dawid Błanik. Swoje zmarnowane sytuacje dołożył też Frączczak, a pecha miał Ricardo Nunes, którego centra z rzutu wolnego zatrzymała się na słupku. Toteż wynik nie zmienił się już do końca meczu.